27 marca 2007

owocowa Asia



Cytrynka

Kiwi

a gdzie mikudy?

24 marca 2007

Trnava i wcześniej











W piątkowe pochmurne przedpołudnie udałyśmy się do Trnavy w celu odwiedzin naszej słowackiej koleżanki Adelci. Na początku chciałyśmy pozwiedzać trochę miasto, gdyż nie byłyśmy tam jeszcze..niestety już w drodze pociągiem pogoda się całkiem zepsuła, do wiatru dołączył nieprzyjemny deszcz...po godzince jazdy dotarłyśmy do Trnavy..oczywiście już na początku wtopa, bo wyszłyśmy z dworca nie w stronę miasta, ale w przeciwną,ale to nic...
Połaziłyśmy troszkę, miasto nie wydaje się duże, za to przytulne i miłe...wiele tu kościołów,jest ratusz, mały rynek, pozostałości muru obronnego..Trnava to jedno z najstarszych o ile nie najstarsze miasto na Słowacji.Po niecałej godzince,przemoczone i zmarznięte trafiłyśmy na jedną z tutejszych restauracji,która znajdowała się w podziemiach,co widać poniżej...













Ma klimat ten lokal:)Po skromnym posiłku udałyśmy się na dworzec autobusowy,skąd miał jechać autobus do przysiółka Medzihaj,gdzie mieszka Adela.No i tu kolejna wtopa..nie posłuchałam dobrze Adeli,gdyż myślałam,że z dworca jedzie jeden autobus w tym kierunku o 15...jak się okazało na dworcu było 20 stanowisk,a busy co chwilę jeździły..a o Medzihaju nikt nie słyszał i nie wiedział,gdzie się znajduje...byłam zła na siebie, bo wybiła 15.00 a my byłyśmy dalej na przystanku..o następnym autobusie nie było mowy,bo jechał dużo później i już byśmy nie zdążyły na pociąg powrotny do Blavy.Na szczęście przyjechała po nas Adela ze swoim tatą...jak się okazało, Medzihaj faktycznie składa się z 3 budyków, a wokół same pola:)Rodzina Adelci miło nas ugościła.Fajnie się czułyśmy mogąc być znowu z nią.Gadałyśmy o wszystkim,żartowałyśmy, było bardzo miło...szkoda,że tak krótko.Adelcia nam zrobiła miły prezent...napisała na maszynie dla niewidomych pozdrowienia dla nas..to coś naprawdę niezwykłego..kurcze podziwiam niewidomych, że potrafią dotykiem czytać..to coś niesamowitego..Niestety nie mogłyśmy za długo siedzieć, czas nas gonił...Adelcia nas odwiozła z tatą z powrotem na dworzec i pomknęłyśmy do naszego drugiego domciu...ciekawe kiedy kolejne spotkanko?











A w Bratysławie od paru dni pogoda okropna;/leje,wieje i zimno...ale jak to ktoś powiedział, deszczyk musi padać, żeby trawka ładnie rosła i drzewa się zieleniły:)i to jest jakiś pozytyw:) a poza tym zapowiadają ocieplenie...może i nam się wtedy zachce coś robić, bo póki co, to wegetujemy w pokoju,a wychodzimy tylko w nagłej potrzebie (czyli na zajęcia i do sklepu;))
a nie,przepraszam,w czwartek z własnej nieprzymuszonej woli poszłyśmy na przedstawienie studenckie do divadla A.ha...Wystawiali debiutancką sztukę Mrożka, pt."Policja". Nie spodziwałyśmy się tak dużego zainteresowania, w końcu grali tam tylko studenci...a jednak, widownia była tak pełna, że miejsc brakło...no i z Gosią siedziałyśmy z boku sceny..hihi,przynajmniej dobrze było wszystko widać...nawet to, jak w pewnym momencie aktor próbował tłumić kaszel..albo jak inny mało co się nie wywalił z całą "celą" , w której stał...Na przedstawienie zabrałyśmy ze sobą nasze współlokatorki Bułgarki Dianę i Krasi, była też Gosia i dziewczęta z Krakowa..miał do nas również Asik dobić, ale biedna nie zdążyła..szkoda...myślę, że nikt nie żałował,że poszedł..potem poszłyśmy z dziewczętami na piwko, miło było...w sumie powinnyśmy częściej razem wychodzić, dobrze nam się mieszka, rozmawia i w ogóle..myślę tu o całej naszej szóstce...wszystkie dziewczyny są fajowe:)
no to tyle..wracam do mojego kurnika;)

21 marca 2007

1 dzień wiosny....

A za oknem bardziej zimowo niż w zimie;)wieje,leje,a wczoraj nawet śnieg spadł....










A w niedzielę było tak pięknie...














I piękne auta w stolicy kraju:










A u nas proza życia...chociaż wczoraj było ciekawie...wybraliśmy się do Banku Narodowego wraz z Janeczką, słowacystami ze Słowacji i zagranicy:) było ciekawie...m.in. się dowiedzieliśmy, że Słowacy nie mają własnej wytwórni papierów wartościowych i ich pieniądze opłaca im się drukować za granicą....100 koronówki np. drukowali ostatnio w Polsce, co nawet jest zaznaczone na banknotach;)a co najlepsze, Polacy im to zrobili za śmieszną cenę, gdyż jak stwierdzili, tą stratę odrobią sobie na drukowaniu polskich pieniędzy...hmm..czegoś nie rozumiem...
Ponadto widziałyśmy dużo fajnych monet i słyszałyśmy dużo o fałszowaniu pieniędzy..
i dowiedziałyśmy się jeszcze,że Rumunia jako jedyny kraj w Europie posiada plastikowe pieniądze...byłyśmy tak ciekawe,że poprosiłyśmy Mihaelę, żeby nam pokazała..i faktycznie,nie da się ich przetargać:)i ładne są:)
a wieczorem wybrałyśmy się z Asiutkiem na naukę tańca u nas w Drużbie...ja jako jedyna wyglądałam jak dziadówka, bo zajęcia zaczynały się bezpośrednio po aerobiku na którym byłam,więc wiadomo..a tam laseczki odstrzelone,w obcasikach, panowie naperfumowani..przystojny instruktor;)(ale chyba ciepły,bo wyginał śmiało ciało przed jakimś drugim chłopcem)...a ja spocona w gaciach dresowych 3/4 i adidasach...ale Asia nie narzekała na mnie jako na swojego partnera;)
uczyliśmy się jive'a...przerosło mnie to po pierwszym kroku podstawowym, ale i tak fajnie było,wesoło:)robiłam za Maseraka drewniaka,żeby Asia mogła parę obrotów sobie zrobić,hehe;)
ale następnym razem też planujemy iść;)
a dziś znów obiadek na szkolnej stołówce,zajęcia..itd...
chcemy wiosnę i ciepełko!

a tak ponadto,to wczoraj wrócił do nas Asik i przywiózł masę uśmiechu,pozytywnej energii i pyszne ciasto od mamusi:)

18 marca 2007

3xA





























No i wreszcie nadszedł ten długo oczekiwany przez nas dzień...Adrianka nas odwiedziła:),co prawda na krótko,bo przyjechała w czwartek przed południem a musiała wracać już następnego dnia,ale mimo to spędziłyśmy świetnie czas...jak dawniej,znów w 3..A+A+A:)
Adrianka wyjechała po pierwszym semestrze z Drużby wcześniej niż miała, jeszcze jak my zaliczałyśmy egzaminy w domu, przez to nawet się nie pożegnałyśmy...bo minęliśmy się o kilka dni..może nawet dobrze się stało,bo nikt nie lubi pożegnań, a wiemy dobrze,że będziemy się spotykać na pewno:)
Już planujemy wycieczkę do niej,do Budapesztu po świętach:)
A wspólny dzień spędziłyśmy głównie na rozmowach,bo takie zaległości się narobiły w ciągu 1,5 miesiąca i na jedzeniu pyszności przygotowanych przez mamę Adrianki....mniam gołąbki węgierskie i owocki w miodzie...jammi:)
a nocną porą poszłyśmy do Casey wraz z Gosią:)co prawda nie wyszalałyśmy się jakoś szczególnie,za to było wesoło, jak się obserwuje niektóre typy,to można paść ze śmiechu...do Asi i Gosi np.podbijał jeden gościu w dresie,lat ok.30,pijany na maxa, wyglądający na takiego, co by pierwszy raz był w miejscu,gdzie się tańczy...chciał się przyłączyć do nich,więc próbował naśladować ich ruchy taneczne..ale niezbyt mu to wychodziło..kręcenie bioderkami z rękami na bokach np.to się robiło w podstawówce na wf...byli też geje,którzy nie kryli się z tym wcale;)
po powrocie znów klebety;)rano odwiozłyśmy Adriankę na dworzec i pomknęła żółtym autobusem do domu...buu
Od tego czasu nic szczególnego nie robimy, jak w każdy weekend, łazimy na zakupy,jemy,oglądamy tv,czytamy książki...wczoraj pogoda daremna była,to się nigdzie nie chciało iść...za to na za tydzień się wstępnie umówiłyśmy z Adelcią,że ją w Trnawie odwiedzimy..mam nadzieję,że nam to wypali...
a co Was ciekawego drodzy Czytelnicy bloga?

ps.pozdrawiamy naszego Asika i mamy nadzieję,że warsztaty gospelowe oraz koncert się udały!!!buziaki i czekamy już tu na Ciebie z niecierpliwością!

15 marca 2007

Środa, 14 marca...

Wczorajszy dzień zostanie nam na długo w pamięci. Od rana zrobiłyśmy dużo pożytecznych rzeczy, między innymi wymieniłyśmy pościel, zrobiłyśmy pranie (niektórzy - czyli ja - 14 marca 2007 dowiedzieli się dopiero jak wyglądają pralki w Druzbie hihi), poszłyśmy na obiadek, potem na zajęcia, potem do Agencji Studenckiej kupić bilet powrotny dla Adrianki, jeszcze wskoczyłyśmy NIE po drodze do Billi no i znowu w domku, kawusia z czekoladką na szybko i wyruszyłyśmy w miasto tropić szyszki... Wczoraj w Teatrze Narodowym była impreza, coś w stylu naszych Wiktorów czy Fryderyków czy jakoś tak... no i były słowackie (i niesłowackie) gwiazdy... sunęły po czerwonym dywanie... o 20.00 zaczynała się gala. My tam byłyśmy o godzinie 18.20 no i jeszcze nikogo nie było... tzn. był - Karel Gott we własnej osobie, tylko go nie zauważyłam... Wygląda tak samo jak w telewizji... bardzo sympatycznie... gdyby nie Agata, to pewnie bym go nie zauważyła... potem szedł metr za nami... obeszłyśmy dookoła budynek chyba z 3 razy no i nikogo znanego (nam przynajmniej) nie było! :) tylko się zastanawiałyśmy, z czego znani są poszczególni ludzie... w głowach nam się nie mogło pomieścić, po co jest tam ochrona, skoro bezdomni czy inni menele sobie swobodnie podchodzili do gwiazd proponując najnowszy numer czasopisma NOTA BENE :) lub prosili o pieniądze (co niektóre gwiazdy były nawet dość hojne...) no a potem to już szło gładko... najpierw nasz ulubieniec Maros Kramar (tym razem ja go wyniuchtałam wzrokiem), potem mój ukochany idol słowacki Tomas Bezdeda ze swoją jakże atrakcyjną partnerką Adelą Banasovą... - co on w niej widzi?), myślałam, że zawału serca dostanę jak go zobaczyłam hehehe :P A udało mi się to tylko dzięki menelowi sprzedającemu Nota Bene, bo zaczął coś do nich wykrzykiwać, co zwróciło moją uwagę, a o czym później na gali wspomniała Adela. W ogóle czułyśmy się wczoraj z Agatką, jakbyśmy miały po 14 lat...ha ha ha :) jak już prawie wszyscy weszli, zauważyłam pana Gotta, nawet im pocykałam wszystkim fotki, ale z uwagi na to, że nie umiem robić zdjęć w ciemności, nie wyszły zbyt dobrze, ale kto chce, ten się dopatrzy gwiazdeczek na zdjęciach :)

Około 19.50 poszłyśmy na przystanek tramwajowy, żeby zdążyć na relację w telewizji, która była nadawana NA ŻYWO :) dopiero potem dowiedziałyśmy się kto jest kim... nie dowiedziałam się tylko, kim był np. pan w spódniczce... ;) ale np. wiem już, że hojny pan to aktor, który występuje w serialu dokumentalnym "Największe kryminalne zagadki Słowacji" czy jakoś tak...

no, dość przynudzania. Poniżej kilka fotek :)





























A tu jeszcze jedno z naszych rzadkich wspólnych zdjęć, to akurat zdjęcie z wycieczki:












pozdrawiamy!

a&a

11 marca 2007

wycieczka na zamek Červený Kameň:)











W sobotę 2 Asiutki, Magda i Agatek wybrały się na wycieczkę do oddalonej jakieś 50 km od Bratysławy miejscowości Častá,w obrębie której leży zamek Červený Kameň, jeden z najlepiej zachowanych zameczków na Słowacji:) A jego początki sięgają 1240 roku, więc pierwszej młodości to on już nie jest...ale dopiero niedawno, bo w latach 90' został odrestaurowany i udostępniony do zwiedzania...a całe zwiedzanie trwało 1,5h...najpierw mnóstwo komnat zdobionych cudnymi meblami i rekwizytami o których istnieniu kiedyś dawno temu nie mamy pojęcia...a potem zeszliśmy do lochów...
Towarzystwo bardzo miłe, zamek warty odwiedzenia, słowackie autobusy i panowie kierowcy jak najbardziej w porządku:)..w drodze powrotnej,gdyby nie uprzejmy pan kierowca,który zatrzymał się na machnięcie ręki, gdyż nie umiałyśmy znaleźć właściwego przystanku, to byśmy kwitły na wietrze kupę czasu czekając na następnego busa(o ile w ogóle do tego czasu znalazłybyśmy przystanek)...no już nie wspominając o tym, że w celu znelezienia przystanku odbyłyśmy półgodzinną drogę, a bus jak się okazało przejeżdżał koło samego zamku...ale to nic;)
także było fajniusio:)














Asiutki witają na zamku;)










widoczek z baszty









Magda i my

9 marca 2007

Kolejny weekend się zaczyna...



















Wczoraj z okazji Dnia Kobiet byłyśmy sobie w Teatrze Narodowym na sztuce HYPERMARKET... Było świetnie! Bilet kosztował 80 koron (!), a to tylko dlatego, że nauczone doświadczeniem, kupiłyśmy go sobie już 12 lutego :) Mimo, że siedziałyśmy w XIII rzędzie, nie było najgorzej (za nami był jeszcze tylko jeden rząd), widziałyśmy dość dobrze :) no i grali tam znani aktorzy... :) fajnie było zobaczyć ich na żywo.

Jutro lub pojutrze prawdopodobnie wybierzemy się na wycieczkę na Cerveny Kamen. Zaproponowały nam to nasze fąfelki Słowaczki :) Poza tym mój ISIC już działa (wreszcie) [dzięki Gosiu!], więc na zniżeczki mogę sobie jeździć koleją :) hehehehe... planujemy jeszcze wypad do Trencina na zamek i do Trnavy... odwiedzić Adelcię :)
Za tydzień przyjeżdża na weekend Adrianka... już nie umiemy się doczekać...

poza tym luz do wtorku, bo w poniedziałek nie mamy zajęć :)

a ja z mojej strony chciałam oficjalnie podziękować Krzysiowi za dostarczenie przesyłki, rozweselenie chociaż na trzy dni Agatki i miłe towarzystwo. Co złego to nie ja :)

pozdrawiamy

a&a

6 marca 2007

nieudana próba usidlenia Wilczka...

czyli Asia i Agata "inaczej"...obraz widziany z perspektywy bocznej;)

5 marca 2007

po weekendzie..

a po weekendzie jest nam słodko...właśnie pędzlujemy czekolady..polskie i słowackie:)mniam:)
a tak poza tym,przynajmniej dla mnie weekend był cudny,mimo,że lało i wiało....dziewczyny pewnie mają inne odczucia, ale bez mrugnięcia okiem i zapasem cierpliwości wytrzymały z paputkami za co im paputki dziękują:)
co do naszej wyprawy na UFO, to ze względu na to,że się spieszyliśmy na mszę do katedry,ze względu na pogodę i na cenę wjazdu na górę(sknery z nas,co tu ukrywać), odłożyliśmy to na bardziej sprzyjające okoliczności...;)
a poniedziałek przywitał nas wiosennym słoneczkiem,ale nie obeszło się bez zimowego wiatru:)zajęcia szybko minęły, obiadek na uczelni był średni, a w tesco jak zwykle dużo ludzi...i nie mieli makaronu do spagetti..buu!
a tak poza tym to gites majonez...
jesteśmy z Asiutkiem z siebie dumne, bo poszłyśmy na dół po odkurzacz,a pan nam powiedział,że jak se wymienimy worek,to se możemy wziąć odkurzacz, bo on tego nie zrobi, gdyż nie chce sobie rąk "zaszpinić",bo potem nie będzie miał ich jak umyć, bo sam na vratnicy siedzi...worek czeka od rana na wymianę, wszyscy przed nami zrezygnowali z odkurzania...a my dzielne dziewczyny z Pol'ska nie dałyśmy się odesłać z kwitkiem..wg instrukcji vratnika wymieniłyśmy worek i jazda...Asik dzielnie poodkurzał nasz byt i jest czyściusio teraz;)
w ogóle Asiutek i Asik tryskają dziś humorem...5 marca chyba powinnam nazwać dniem Aś...przynajmniej tych z 4 piętra..bo jak to kiedyś powiedziałam..więcej Asiów nie pamiętam..za wszystkie Asie serdecznie żałuję..nie było to zbyt mądre(bo i też po % nigdy mądrze nie gadam..ale za to dużo..nie wiem,co gorsze), dlatego zmieniam powiedzionko na za wszystkie Asie serdecznie dziękuję:) ( i nie ma w tym żadnego lizusostwa)
no a z takich ciekawostek jeszcze,to właśnie przed chwilą Asik wrzucił cążki do kibelka przypadkiem i były łowy...no i był też spór między moimi paniami o wyższości rybek akwariowych nad zebrami tudzież odwrotnie...w końcu nie dosłuchałam jak się skończyło..ale ja to rzadko kiedy słucham,co się do mnie gada..i to mój błąd,bo potem nigdy nic nie wiem;)
aha i jeszcze coś, o czym nie pisałyśmy,a powinnyśmy...nasze współlokatorki Bułgarki są spoko:)
a to,że lubią czystość to nie wada przeca:)ale miło, że atmosfera w bunce jest przyjazna:)
pozdro 600


a poniżej kilka obrazków z niedzieli:)














Bratislavsky hrad raz jeszcze...






















Heyah!

















paputki wariatuńcie

4 marca 2007

Kilka weekendowych fotek...

Paputki na spacerku...

Asia i Agatka dziś w Bratysławie...



... oraz za 50 lat... :))) hihihi


A tu już Asiutek i moja ulubiona warstwa społeczna... :))))



Komentarz do zdjęć napiszemy później, bo właśnie się wybieramy zdobyć bratysławskie
UFO :)

2 marca 2007

piątek...




No i doczekałyśmy się, wczoraj około godziny 22.33 przybył na stację w Bratysławie nasz gość :) a tym samym paczka dla wygłodniałych uchodźców została dostarczona... :) mniam... ale dobre rzeczy nam przywiózł... dziękujemy Ci Krzysiu i Mamuniu :)


a dziś jest ważny dzień, bo nasza kochana Agnieszka ma urodzinki... z tej okazji śpiewamy jej STO LAT, STO LAT... :)))) wszystkiego NAJ Aguś życzy pokój 414A...


zaraz wyłazimy z domu, chociaż pogoda niezbyt dzisiaj łaskawa...ale damy radę :)

pozdrawiamy wszystkich czytających...

buziaki.papa

a&a&k